Lokalność ma moc   Magdalena Kubecka  

Rok 2020 mógł być przełomowy dla miast i ich mieszkańców. Na przykład w docenianiu pieszych i rowerzystów jako pełnoprawnych uczestników ruchu, czy w dowartościowaniu przestrzeni publicznych na osiedlach jako istotnego elementu wpływającego na jakość życia. W polskich miastach, w wyniku pandemii, nie wydarzyły się jednak te wszystkie rzeczy, które mogły i zgodnie z przewidywaniami optymistów, miały się wydarzyć. Nie udaje się na stałe zaobserwować poprawy jakości powietrza, nie ograniczyliśmy produkcji zanieczyszczeń, nie odkorkowaliśmy na trwałe ulic naszych miast. Ale jest jedna rzecz, która faktycznie wydarzyła się w wielu miejscach, zarówno w metropoliach jak i w miastach średniej wielkości, która będzie tylko zyskiwać na znaczeniu. Otóż lokalność pokazała swoją prawdziwą moc. 

Nasza jakość życia w mieście zaczęła wyraźnie zależeć od tego, co i kogo mamy w swojej najbliższej okolicy. Centrum miasta, podobnie jak większe miasto, nie oferują dziś więcej niż małe i średnie miasta lub osiedla, z gęsta siecią społeczną i kulturową. Liczy się bogaty handel lokalny, zadbane parki, dobre oświetlenie chodników, ławki, a także znajomość sąsiadów czy przyjemność z przypadkowych spotkań podczas spacerów. 

Prawdziwą stawką okazuje się kultura, rozumiana w szeroki, antropologiczny sposób jako sieć powiązań między ludźmi oraz praktyki podejmowane przez ludzi w ich środowiskach. 

Badania w miastach brytyjskich pokazują, że ludzie są w stanie zapłacić o 20% więcej za mieszkania otoczone przyjazną przestrzenią publiczną i zielenią w porównaniu z nieruchomościami pozbawionymi takiego otoczenia. I wydaje się, że mają rację, bo zadbane, zagospodarowane podwórka (i to otwarte, niegrodzone) zwiększają bezpieczeństwo mieszkańców, poprawiają samopoczucie i sprzyjają interakcjom między ludźmi. Podobno kluczem do szczęśliwego życia w miastach australijskich jest kontakt z naturą i kontakt z sąsiadami – niska, szeregowa zabudowa wielu dzielnic miast sprzyja codziennym interakcjom i wymienianiu uprzejmości pomiędzy sąsiadami, a przez to minimalizuje skutki osamotnienia i poczucia anonimowości. To wszystko powinno dla nas brzmieć dziś znajomo.

 W czasach kryzysowych znaczenie dobrego sąsiedztwa jeszcze się uwypukliło, także w polskich miastach. W pandemii mieszkańcy miast coraz bardziej narażeni są na odseparowanie i samotność, jedną z najpoważniejszych chorób współczesności. Zostają pozbawieni oferty kulturalnej w dotychczasowym, tradycyjnym kształcie, wykluczeni z kulturowego obiegu. Nie ma opery, nie ma teatru, nie ma biblioteki, wszystkie te instytucje odsyłają ludzi przed ekrany i monitory, którymi odbiorcy okazują się być coraz bardziej zmęczeni. Ogromnego znaczenia nabiera właśnie potencjał społeczności lokalnej. Poczucie zakorzenienia i przynależności, które jest tak kluczowe dla dobrego samopoczucia, zyskujemy nie inaczej niż podczas spacerów po najbliższej okolicy, dzięki regularnemu przebywaniu na zewnątrz, na przykład na zadbanym skwerze oraz mijając znajomych sąsiadów. Nawet jeśli ich uśmiech musimy wyczytać spod maseczek.   

Ale jak zrozumieć wartość ławki na podwórku, zmierzyć wpływ ogródka sąsiedzkiego czy zbadać zmianę, jaką powoduje otwarcie ścieżki spacerowej wzdłuż rzeki? Można inspirować się wypracowanymi już sposobami i przyjrzeć się dyskusji o wartości zieleni w mieście. 
Ile warte jest drzewo? Ile by było warte, gdyby zsumować wartość cienia, które rzuca, powietrza, które oczyszcza, konarów, które służą zabawie, korony, która zdobi, zieleni i szumu, które uspokajają, kwiatów, które przyciągają zapylacze, owoców, którymi żywią się zwierzęta? Trudno to oszacować posługując się tradycyjnymi kategoriami ekonomicznymi. 
Na szczęście wartość inwestycji zielonych w mieście coraz częściej rozpatrywana jest nie tylko z perspektywy czysto ekonomicznej, ale także społecznej i ekologicznej. I tak też możemy i powinniśmy patrzeć na przestrzeń publiczną i na działania z obszaru kultury, które łączą i wiążą ze sobą ludzi, powodują, że nasze ścieżki przecinają się ze wzmożoną częstotliwością, że mamy wspólne punkty odniesienia i jesteśmy szczęśliwsi. 

  

Magdalena Kubecka – badaczka miasta i przestrzeni publicznej, animatorka kultury i placemakerka, wiceprezeska Fundacji „Na miejscu”, redaktorka Magazynu Miasta, autorka bloga Miejski Instytut, wykładowczyni uniwersytecka.