Miasto w procesie Magdalena Bergmann

Ceglana, pełna strzelistych słupów kominów, przeplatana eklektycznymi kamienicami oraz modernistycznymi willami, nierzadko pobrzmiewająca twardą melodią języka niemieckiego – obrazy takiej Bydgoszczy (a wcześniej: takiego Brombergu) w momencie swego pierwszego skoku rozwojowego odnaleźć można na kartach monografii historycznych. Archiwalne numery „Dziennika Wieczornego” czy „Gazety Pomorskiej” kryją z kolei niejedną opowieść – już nie o ceglanych, lecz żelbetowych halach zakładów przemysłowych epoki PRL, do których z nowo wybudowanych osiedli mieszkaniowych płyną wielkie potoki pracowników. Bydgoszcz jest już prężnym ośrodkiem administracyjnym i militarnym, stolicą województwa, siedzibą uczelni wyższych. Schyłek komunizmu przynosi miastu nowe otwarcie. Mały biznes okresu transformacji obwieszcza swoje istnienie feerią pstrokatych szyldów i nazw z prefiksem „pol-” lub sufiksem „-ex”. Ulice i szkoły żegnają dawnych patronów, a państwowe jeszcze wczoraj zakłady – część swoich załóg. W każdy sobotni wieczór w przestrzeniach Mózgu, najgorętszego miejsca na nowej kulturalnej mapie miasta, rozbrzmiewają yassowe improwizacje, a w niedzielne popołudnia na stadionie Polonii – ryk motocyklowych silników i okrzyki kibiców żużla, który staje się sportową dumą miasta. Kilka lat później bydgoszczanie całymi autokarami udają się pod Sejm, by tam, trzymając w rękach budziki, protestować przeciwko pierwotnemu pomysłowi reformy administracyjnej, która groziłaby Bydgoszczy utratą statusu miasta wojewódzkiego. W nowym podziale terytorialnym, współdzielić będzie władzę w regionie z Toruniem. Wkrótce miasto wkroczy w kolejną epokę, z wielkimi nadziejami i niemniejszymi obawami. W dniu wejścia do UE zostaje odsłonięty pomnik Przechodzący przez rzekę. Spokojnie kołysze się na linie rozpiętej nad Brdą. Jeszcze nie wie, że zostanie najpopularniejszym bydgoszczaninem na Instagramie, a otaczające go, zaniedbane dotąd Starówka oraz Śródmieście zmienią się nie do poznania…

Te kilka migawek z najnowszej historii miasta wydaje się niezbędnym minimum by zrozumieć, dlaczego bydgoska tożsamość nie jest czymś oczywistym, a lokalne poczucie dumy wciąż się kształtuje. Kraków to Smok Wawelski i najpiękniejsza starówka, wpisana na listę UNESCO. Toruń – nasi kochani sąsiedzi – to Kopernik i legendarne pierniczki. Warszawa to Syrenka, centrum biznesu, polityki, sportu, wiadomo – stolica. Gdańsk to bursztyn, gotyckie katedry, kolebka „Solidarności”.
A my? Czym możemy pochwalić się przed resztą kraju, przed światem, przed samymi sobą? Czy historia naszego miasta, pisana widocznymi do dziś starymi szyldami na ścianach kamienic albo czerwoną cegłą i drewnianą belką pruskiego muru licznych poprzemysłowych obiektów jest w stanie zachwycić nas samych, nie mówiąc o innych? Jak połączyć historię zakładów przemysłowych i rzemieślniczych z muzyką poważną i operą, z których wysokiego poziomu słyną nasze instytucje kultury?
My, bydgoszczanie, kiedy zaczęliśmy rozglądać się po świecie, zrozumieliśmy, że to, co w innych zakątkach Polski jest cenione, wynoszone na piedestał, u nas leży w zapomnieniu, przykryte korcem. Zaczęliśmy więc odkrywać nieoczywiste skarby naszego miasta. Zaczęliśmy uczyć się naszego miasta od nowa. Wróciliśmy z wakacyjnych podróży, wyjazdów za chlebem lub studiów. I przywieźliśmy szersze spojrzenie, nowe pomysły i energię do działania.
Kto by pomyślał, że cicha i niepozorna ulica Gimnazjalna stanie się matecznikiem nowych trendów gastronomicznych i klubowych? Kto przewidywał, że omijana przez lata Wyspa Młyńska stanie się miejscem wytchnienia i relaksu, miejscem spotkań przyjaciół i rodzinnych zabaw z dziećmi, miejscem przyciągającym turystów swoimi pięknem i atrakcjami kulturalnymi?
Ale nie stałoby się to bez rzutkości bydgoszczan, bez pragnienia zmiany, bez wsłuchiwania się we własne potrzeby. Nie byłoby to możliwe bez odważnych decyzji, strumienia funduszy i dynamicznych działań, które pozwoliły na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przeprowadzić inwestycje infrastrukturalne i rewitalizacyjne.
Tak jak zmienia się nasze miasto, tak zmieniamy się i my – jego mieszkańcy, obywatele, członkowie społeczności lokalnej. Stopniowo wyzwalamy się z długo przypisywanego nam syndromu „bydgoskiej rezygnacji”, uczymy się i doskonalimy w korzystaniu z narzędzi partycypacji i aktywizacji społecznej. Budżet Obywatelski małymi, ale istotnymi krokami zmienia nasze ulice i osiedla. Projekty w ramach Lokalnej Strategii Rozwoju przynoszą tak wyczekiwaną w wielu rejonach miasta ofertę dla seniorów, dzieci i młodzieży, osób z niepełnosprawnościami.Tęskniliśmy za księgarnią Współczesną. Odzyskała życie, choć w nowej formie. Jest obecnie przystanią oraz inkubatorem lokalnego sektora pozarządowego i wolontariatu – miejscem, w którym powstają innowacyjne projekty społeczne. Bydgoscy wolontariusze celująco zdali egzamin w trakcie lockdownu. Fundacje i stowarzyszenia, a także przedsiębiorcy i osoby prywatne pospieszyli z pomocą najbardziej potrzebującym mieszkańcom bydgoskiej wspólnoty.
Nasze miasto znajduje się w procesie – zmienia się, a my wraz z nim. Efekty tych przemian zobaczymy dopiero za kilka, a może nawet kilkanaście lat. Jesteśmy jednak świadomi wyzwań, przed którymi stoimy, my i inne polskie miasta: demografia, klimat, zrównoważony rozwój. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale już teraz mogę powiedzieć, kiedy myślę o tym, co udało nam się wspólnie osiągnąć, że możemy stawić czoła wszelkim, nawet tym trudnym do wyobrażenia sztormom. Jako mieszkańcy miasta z dwiema rzekami, kanałem, wyspami, licznymi mostami i śluzami oraz sukcesami w sportach wodnych, doskonale wiemy, jak wykorzystać nurt wody dla naszych celów. Płyńmy więc śmiało!

 

Magdalena Bergmann – dr socjologii, wykładowczyni Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy. Wiceprezeska Bydgoskiej Lokalnej Grupy Działania „Dwie Rzeki”. Bydgoszczanka z urodzenia, wyboru i zamiłowania, kibicująca społecznym inicjatywom na rzecz rozwoju miasta. Fotokolekcjonerka ghostsignów – starych szyldów i napisów, opowiadających gospodarczą historię Bydgoszczy.