Rzeka kultury Honorata Gołuńska 

Rzeka w pobliżu miasta to warunek i motor jego gospodarczego rozwoju. Nie inaczej było i jest w Bydgoszczy. Rzeka, która dziś płynie przez jej samo serce, stworzyła „morze” możliwości tutejszym mieszkańcom. Odpowiednie wykorzystanie jej walorów, regulacja nurtu oraz budowa w XVIII wieku drogi wodnej łączącej Odrę z Wisłą – Kanału Bydgoskiego, to wydarzenia, które najsilniej wpłynęły na kształt naszej metropolii. Wynikiem usprawnienia transportu rzecznego, a później i kolejowego (sieć Królewskiej Pruskiej Kolei Wschodniej) był nie tylko rozwój przemysłowy czy gospodarczy, ale także architektoniczny oraz kulturowy miasta. Tej, nieco zapomnianej, kulturotwórczej roli węzła wodnego chciałabym się przyjrzeć. 

Kiedyś przypadkowo spotkana osoba na studiach powiedziała mi, że Bydgoszcz kojarzy jej się z miastem portowym, tylko że bez dostępu do morza. Wypowiedź ta miała pejoratywny wydźwięk i choć nie pamiętam już okoliczności tej rozmowy, to zdanie zapadło mi mocno w pamięć. Wówczas spojrzałam na moje miasto nieco inaczej. Byłam przyzwyczajona do bliskości rzeki oraz świadoma ważnej roli zabudowy spichlernej przy Starym Mieście. Do tej pory nie zauważałam wyjątkowości krajobrazu Bydgoszczy na tle innych metropolii. A to właśnie rzeka i woda kształtują od lat nasze miasto, także w kulturowej i społecznej sferze. 

Nabrzeża Brdy i Kanału Bydgoskiego już od XIX wieku stanowiły centrum życia towarzyskiego i rekreacyjnego w Bydgoszczy. Szczególną popularnością cieszył się obszerny park wzdłuż Starego Kanału nazywany plantami, który pierwotnie powstał na polecenie Ernsta Conrada Petersona (inspektora kanału) w celu utwardzenia nabrzeża. Przez kolejne lata kontynuowano zadrzewianie i zakrzewianie tych terenów, tworząc wspaniałe aleje drzew, dziś imponujących rozmiarów. Szczególny udział miała w tym nowoczesna organizacja – Towarzystwo Upiększania Miasta, z którego inicjatywy, w latach 30. XIX wieku zasadzono kilkaset drzew na odcinku Starego Kanału Bydgoskiego (od II śluzy przy ul. Grottgera do VI śluzy przy ul. Bronikowskiego). To właśnie ten fragment drogi wodnej stał się najchętniej odwiedzanym przez bydgoszczan miejscem, zwłaszcza w okresie letnim. Aktywność rekreacyjną spotęgowało zamknięcie w 1915 roku starej części kanału dla ruchu towarowego na rzecz nowobudowanej nitki biegnącej przez Okole i Czyżkówko. Dało to nieskrępowaną możliwość uprawiania sportów wodnych, organizowania spływów łódkami oraz spotkań towarzyskich. Niezwykle popularne były także wycieczki parostatkami, które były organizowane w międzywojniu przez przedsiębiorstwo żeglugowe – Lloyd Bydgoski SA. W okresie letnim armator przeobrażał swoje holowniki w „umajone” statki pasażerskie i zapraszał na rejs do Brdyujścia, a podczas regat również do Łęgnowa. Zimą natomiast chętnie urządzano lodowiska – łyżwiarze spotykali się na Zakolu Brdy w pobliżu Młyna Rothera, a także przy śluzie III na Starym Kanale Bydgoskim.

Nie bez powodu do słownika przedwojennych bydgoszczan na stałe wszedł zwrot „iść na śluzy”, którego zresztą używała także moja prababcia. To właśnie przy śluzach ulokowane były najpopularniejsze w Bydgoszczy restauracje i kompleksy rozrywkowe w typie établissement. Gości zapraszały lokale gastronomiczne często połączone z salą bankietową oraz sceną letnią, altanami i podestem do tańca, umieszczone w rozległych ogrodach. Miejsca te cieszyły się szczególną popularnością w okresie wakacyjnym – można było wówczas posłuchać muzyki granej przez orkiestrę, obejrzeć przedstawienia teatralne lub popląsać na świeżym powietrzu. 

Wyspa Młyńska w przeciwieństwie do plant nie była aż tak popularnym celem towarzyskich spotkań. Niemniej jeszcze w XIX wieku na miejscu Młyna Rothera znajdowały się miejskie ogrody, a na Międzywodziu istniał basen przypominający dzisiejsze „jacuzzi”. „Wellenbad”, bo tak nazywał się za czasów pruskich, mógł pomieścić nawet 60 osób chcących skorzystać ze swoistego hydromasażu spienionym nurtem Młynówki. Było to wówczas rozwiązanie innowacyjne. Ten niecodzienny sposób spędzania wolnego czasu szczególnie upodobał sobie król pruski – Fryderyk III. Wraz z postępującą industrializacją Wyspy Młyńskiej miejsca te jednak zlikwidowano, a okolica zyskała przemysłowy charakter, który fascynował artystów. Specyficzny klimat i malownicza zabudowa doczekała się licznych portretów autorstwa Jerzego Rupniewskiego, Karola Gajewskiego czy Bronisława Zygfryda Nowickiego. Szczególnie chętnie uwieczniano „Bydgoską Wenecję”, zabudowę spichlerną oraz gotycką farę. 

Plenery malarskie z chęcią organizowano także nad Starym Kanałem. Szczególnie lubianym przez artystów miejscem był nieistniejący już dziś kamienny most Władysława IV. Co znamienne, to właśnie tutaj w 1911 ulokowano pierwszą w Prowincji Poznańskiej szkołę artystyczną – Królewsko-Pruską Szkołę Rzemiosła i Przemysłu Artystycznego. Okazały, reprezentacyjny gmach projektu wybitnych, niemieckich architektów – Carla Meyera i Otto Brecha, wybudowany w niemal bajkowym otoczeniu, stał się tematem wielu przedwojennych pocztówek, prac graficznych i malarskich. Niestety dzisiaj tylko to nam pozostało. W latach 70. XX w. zasypano w tym miejscu fragment kanału likwidując „romantyczny” most, na rzecz rozbudowy drogi.

Od przytoczonej przeze mnie na początku artykułu rozmowy minęło już prawie dziesięć lat. Przez ten czas Bydgoszcz bardzo się zmieniła, a mój rozmówca pewnie byłby zaskoczony. Bydgoszcz znacznie szybciej niż inne miasta doceniła walory rzeki, architektury i krajobrazu „nadrzecznego”. Już w latach 90. XX w. zaczęły powstawać pierwsze projekty rewitalizacji nabrzeża oraz plany budowy nowych obiektów nad Brdą. W latach 1998–1999 zrealizowano ikoniczny dla polskiej współczesnej architektury gmach BRE Banku (obecnie mBank SA). Dwa budynki – wpisujące się w otoczenie i nawiązujące do architektury bydgoskich spichrzy – stały się inspiracją do realizacji podobnych projektów na tych terenach. Razem z bydgoską Przystanią, która stanęła w pobliżu Młyna Rothera w 2012 roku, „nowe spichrze” zostały wyróżnione przez Filipa Springera w jego „Księdze Zachwytów”. Autor zauważa: „gdy inne miasta zdawały się jeszcze rzek kompletnie nie widzieć, Bydgoszcz już dawno o swoją zadbała”. Kompleksowa rewitalizacja Wyspy Młyńskiej w latach 2005–2011 stworzyła natomiast ciekawą przestrzeń rekreacyjno-kulturalną. Dziś przyciąga rzesze turystów i mieszkańców. Znajdujące się tu oddziały Muzeum Okręgowego, Opera Nova i powstający w Młynie Rothera Park Kultury tworzą swoistą wyspę nauki i sztuki. Miejsce to tętni życiem, także za sprawą cyklicznych wydarzeń kulturalnych, takich jak np. Festiwal „Ster na Bydgoszcz” czy „Rzeka Muzyki”, podczas której organizowane są koncerty na wodzie. Przełomowym momentem świadczącym o prawdziwie dojrzałym zrozumieniu istoty rzeki w Bydgoszczy było utworzenie w 2012 roku Szlaku Wody, Rzemiosła i Przemysłu TeH2O, skupiającego budynki fabryczne, spichlerne czy instytucje kulturalne nierozerwalnie związane z rzeką i jej eksploatacją. 

O ile o zmianach zaistniałych w ostatnich latach na Wyspie Młyńskiej pisałam z dużym entuzjazmem, o tyle o zagospodarowaniu nabrzeży Kanału Bydgoskiego nie mogę się już tak pozytywnie wypowiedzieć. Planty, pomimo okaleczenia ich w latach 70. XX wieku, nadal zachwycają swoją bujną i piękną zielenią. Niestety brak tutaj podstawowej infrastruktury. Po przedwojennym, rekreacyjnym „przepychu” nic nie zostało. Trudno w parku wypić kawę, czy spotkać się z kimś w restauracji z widokiem na wodę lub choćby „ogródkiem”. Na turystów nie czekają tu żadne atrakcje ani informacje, a przecież przy każdej ze śluz mogłaby znaleźć się tablica z opisaną historią obiektu. Szczęśliwie, śluzy przechodzą konieczne remonty i renowacje, a wydarzenia promujące drogę wodną odbywają się zarówno w plenerze, jak i w Muzeum Kanału Bydgoskiego. Liczę na to, że ogromny potencjał, jaki drzemie w plantach i wspaniała, społeczna historia związana z tym miejscem zostaną wykorzystane przy tworzeniu nowych planów zagospodarowania i rewitalizacji.

 

 Honorata Gołuńska – historyk sztuki i muzeolog. Autorka stron „Zaprojektowane w Bydgoszczy” oraz „Love Design”, poświęconych architekturze i sztuce użytkowej. Współpracuje z instytucjami kultury w zakresie kuratorstwa wystaw, prowadzenia badań naukowych oraz organizowania projektów artystycznych. Bydgoszczanka z urodzenia i zamiłowania.